piątek, 10 października 2014

Czytając i słuchając o Londynie Pod - "Nigdziebądź"

Bardzo lubię twórczość Neila Gaimana. Zaczęło się, kiedy pokochałam Świat Dysku Pratchetta i sięgnęłam po napisany przez obu twórców "Dobry omen". Potem przyszła pora na inne książki (np. "Amerykańscy Bogowie" czy "Gwiezdny pył") i komiksy (o "1602" już tu wcześniej pisałam, obecnie kończę czytać "Sandmana"*). Nie wiedzieć czemu, długo nie zabierałam się do lektury "Nigdziebądź", które czekało na Kindle'u od czasu impulsywnego zakupu w promocji Amazona. Impulsem, który sprawił, że przysiadłam do lektury, była informacja o słuchowisku BBC (jestem z tych, co przed zobaczeniem spektaklu, filmu lub wysłuchaniem audycji starają się zapoznać z literackim pierwowzorem).

Moje ulubione wyobrażenie Mr. Croupa i Mr Vandemara

"Nigdziebądź" ma za sobą ciekawą historię. Najpopularniejsza jest chyba książka, ale nie wszyscy wiedzą, że jest to nowelizacja napisanego przez autora miniserialu BBC. W zeszłym roku zaś powstało słuchowisko, w którym wystąpiło mnóstwo gwiazd (James McAvoy, Natalie Dormer, Benedict Cumberbatch, sir Christopher Lee...)

Obsada wersji radiowej w całej okazałości

Głównym bohaterem powieści jest Richard Mayhew, zwyczajny londyńczyk, który pewnego dnia zauważa na ulicy ranną dziewczynę, której postanawia pomóc. Wkrótce Richard "znika" z Londynu Nad i zostaje wplątany w intrygę rozgrywającą się w znacznie niebezpieczniejszej, podziemnej i pełnej magii wersji miasta - Londynie Pod. Unlikely hero podczas swojej misji oczywiście musi wykazać się mnóstwem dotychczas nieposiadanych cech i się zmienić. Podczas lektury zauważałam oczywiście używane przez autora (prawdopodnie z rozmysłem, jak na postmodernistę przystało) klisze fabularne, ale nie odebrało mi to przyjemności z lektury.
Skąd w Londynie Pod anioł? Tak jak wszystko inne - z zabawy naszymi nadziemnymi nazwami i słowami

Londyn Pod okazał się bowiem miejscem fascynującym. Zaintrygował mnie i wciągnął. Jego różnorodność, tajemniczość i magia, w połączeniu z wieloma ciekawymi pomysłami dają mieszankę, którą chce się poznawać. Polubiłam też zamieszkujące go, wielobarwne osobowości - m.in. Drzwi, Markiza de Carabasa (Kot w butach się kłania) i innych towarzyszy Richarda.
Skoro mówimy o głosach: wybaczcie, MUSIAŁAM.

Tym bardziej byłam ciekawa, jak te postaci zinterpretują moi ulubieni aktorzy. Powiem tyle: słuchowisko okazało się ge - nial - ne. Audycja radiowa nie może posługiwać się sugestywnymi wizualnie kadrami ani opisami narratora - ekspozycja musi być nienachalnie wpleciona w dialogi. Można by pomyśleć, że świat przedstawiony na tym traci, ale nie czułam niczego takiego, zasiadając do słuchania z wykształconą w wyobraźni własną wersją Londynu Pod. Może to też dlatego, że duża część uniwersum to "słowa, słowa, słowa" - to, co znajduje się w Londynie Pod, czesto jest efektem kreatywnego przetworzenia przez autora nazw i terminów z naszego nadziemnego, zwykłego świata. Fabuła i postacie na zmianie medium nie straciły.
Richard w wykonaniu Jamesa McAvoya jest dokładnie taki, jaki powinien być (zresztą na początku lektury wyobraziłam sobie tego bohatera nieco jak Wesleya z "Wanted") -na początku uroczo niepozorny i do bólu zwyczajny, z cudownym szkockim akcentem. Dobrze wypada też Natalie Dormer jako Door. Sir Christopher Lee jako Earl - klasa sama w sobie. Miłym zaskoczeniem okazała się Sophie Okonedo jako Hunter - bardzo polubilam jej głos. Najlepiej jednak oceniam Benedicta Cumberbatcha jako anioła Islingtona. Ten coraz popularniejszy aktor demonstrował już swoje głosowe możliwości w "Hobbitach", a w drugiej części był najjaśniejszym punktem filmu. Jego Smaug jest nieziemski, groźny, tajemniczy i zabójczo inteligentny - i takimi cechami został obdarzony Islington. Wspomnę jeszcze o momencie, w którym zaczyna podspiewywac "Heaven, I'm in heaven"... :D
Ze wszystkich fanartów przedstawiających Islingtona, ten jest chyba najbliższy moim wyobrażeniom

"Neverwhere" zostało zrealizowane w formacie sześciu odcinków - pierwszy trwa godzinę, pozostałe pół. Okazało się, że to odpowiedni dla mnie format do słuchania przed snem - polecam taki miły sposób na wyciszenie się :)

Dla fanów twórczości Gaimana i miłośników urban fantasy "Nigdziebądź" to lektura obowiązkowa. Warto potem posłuchać radiowej adaptacji BBC, zwłaszcza, jeśli jesteście fanami choć jednego z występujących aktorów i szeroko pojętej brytyjskiej kultury. Jak wszystkie dobre rzeczy, tak i to słuchowisko szybko się kończy, nie jest to jednak powód do smutku - w końcu wkrótce powstanie zrealizowana w podobnej konwencji audycja na podstawie "Dobrego omenu" - nie mogę się doczekać! :D

W ogóle temat słuchowisk jest bardzo ciekawy - na Halloween planuję napisać o bardzo intrygującym podcaście. Jeśli chodzi o inne planowane notki, wybieram się na dwa spektakle - "Oniegina" i "Wiśniowy sad" i postaram się je omówić też pod koniec października. W przyszłym tygodniu prawdopodobnie nic nie wstawię - będę podróżować, ale może później coś o tych wojażach opowiem. A co kulturalnego Wy planujecie?
Śledź
*Czekam na zapowiadaną ekranizację - i nie zmienia tego nawet fakt, że ma do niej pisać Goyer - znaczy zmienia tyle, że czekam, ale z niepokojem. Dlaczego ten człowiek jest związany z chyba wszystkimi projektami DC, na które liczę? (wliczając w to "Constantine'a)

środa, 1 października 2014

REKIN! Czyli po finale Nimony

Dzisiejszy nadprogramowy wpis powstaje, bo chciałabym podzielić się z Wami moimi odczuciami po finale pewnego webcomicsu. Mowa tu o wielokrotnie nagradzanej "Nimonie". Autorką komiksu jest Noelle Stevenson, znana też jako GingerHaze (o jej twórczości wspominałam już przy okazji recenzji "Fangirl").
Punkt wyjścia fabuły jest dość prosty, ale historia szybko nabiera rozpędu. Do Ballistera Blackhearta, głównego villaina świata przedstawionego, pewnego dnia zgłasza się nastolatka z dziwną fryzurą. Przedstawia się jako Nimona i mówi, że ma zostać jego sidekickiem. Mimo, że Ballister jest temu przeciwny, wkrótce okazuje się, że dziewczyna ma pewne przydatne w fachu zdolności: potrafi zmieniać postać.
Ogromną zaletą "Nimony" jest gra konwencjami i motywami pochodzącymi z różnych gatunków. Mimo, że świat przedstawiony najwięcej wspólnego ma że stylistyką fantasy, pojawiają się w nim elementy współczesnej technologii (na przykład telewizja), czasami zahaczające o science-fiction. Zrąb fabuły również opiera się na popularnych w kulturze kliszach, często postmodernistycznie bawiąc się nimi. Na archetypach (villaina, sidekicka, przeciwnika-dawnego przyjaciela) oparci są bohaterowie. Gingerhaze jednak na tej kanwie udało się stworzyć pełnokrwiste, fascynujące postaci z pełnymi humoru interakcjami. Wyróżnia się tu zwlaszcza tytułowa bohaterka i jej relacja z Ballisterem. Widoczne są tu inspiracje motywem mistrz-uczeń, a w pewnym momencie Nimona i Blackheart stają się niemalże rodziną. Nie powinno więc dziwić, że fillerowe w swojej naturze odcinki okazjonalne (halloweenowe, świąteczne itp) sprawiają tak dużo przyjemności jak główny wątek (okazuje się przy tym, że nie powinno się grać w planszowki z osobą, która rozzłoszczona jest w stanie zionac ogniem na planszę)
Choć sama autorka mówi, że historia stanowi pojedynczy story arc, w strukturze komiksu można wyróżnić dwie części: pierwsza opiera się na humorze związanym z recyklingiem popkulturalnych motywów. Pada jednak poważniejsze pytanie: kto jest dobry, a kto zły?, które zostaje fabularnie rozwinięte w ciągu dalszym opowieści, kazacym się jeszcze zastanowić, czy Nimona jest potworem. Konwencja staje się mroczniejsza i "bardziej feelsowa," (nadal nie znam dobrego polskiego odpowiednika, więc posługuje się spolszczonym zapozyczeniem) pojawiają się tu nawiązania (nie wiem, na ile zamierzone, a na ile to moje fanbojstwo X-Menów) do Weapon X. Ostatnie strony trzymają w napięciu, każą liczyć na zwrot akcji, który doprowadzi do happy endu. Następuje on, ale zamiast szczęśliwej końcówki dostajemy otwarte zakończenie - zostanie ono uzupełnione epilogiem w papierowym wydaniu HarperCollins.
Oczywiście nie można nie wspomnieć o stronie graficznej. Chcarakterystyczna, lapidarna kreska dobrze pasuje do prowadzonej narracji. W dodatku podczas lektury rzuca się w oko, jak przez lata ewoluuje warsztat autorki - cieniowanie staje się odwazniejsze, kolory zywsze, tło bardziej dopracowane - ale styl pozostaje niezmienny i rozpoznawalny.
Co prawda "Nimona" się zakończyła, ale GingerHaze zapowiedziała już nowy projekt. Zawsze można też zobaczyć polski, tworzony przez Kiciputka (współautorki Barw Biedy) komiks Shadowshifters, który zapowiada sie intrygująco. A Wy czytacie jakieś inne warte polecenia webcomicsy?
Śledź