środa, 9 września 2015

The Wicked + The Divine 14

Zaczął się wrzesień, miesiąc będący dla mnie czasem zmian i nowego początku nawet bardziej niż styczeń. A to oznacza powrót do roboty, w tym rzecz jasna bardziej regularnego pisania. Chciałabym ożywić blog cotygodniowymi tekstami (głównie o książkach i filmach) w weekend i tekstami o nowych komiksach w środę tak szybko jak się zbiorę (czwartek/piątek). Być może na tych planach straci długość notek, ale mi tam to nie przeszkadza. Tyle słowem wstępu, pora na meritum.
WicDiv to dzieło genialne i będę bronić tego stwierdzenia. Jeżeli nie wiecie, o co chodzi i po raz pierwszy słyszycie ten długaśny tytuł lub skrót, to śpieszę z pomocą: moja króciutka recenzja ukazała się właśnie w nowym numerze W Ogóle. Jeśli zaś wolicie zapoznać się z przemyśleniami dotyczącymi #14 (i najnowszego story arcu), zapraszam niżej. Bezspoilerowo, nie licząc wspomnienia o tym, jaką formę przybiera komiks.

Już #8 zeszyt pokazał, że Kieron Gillen świetnie czuje i wykorzystuje medium komiksu, a #14 to tylko ugruntowała. Chapeau bas. Serio, mimo że na rynku jest sporo dobrych/świetnych/pięknych/mądrych/ciekawych komiksów, to rzadko kiedy zdarza się coś, co robiłoby genialne rzeczy z komiksem jako medium (ostatnio był to RE-WE-LA-CYJ-NY Hawkeye by Fraction/Aja/Wu, z jeszcze lepszym finałem). W #14 dochodzi to tego intrygujący koncept (I swear, nigdy się z tym nie spotkałam*), mianowicie [lekkie SPOILERY dotyczące natury odcinka] mamy do czynienia z komiksem, w którym warstwa graficzna jest w całości remiksem poprzednich zeszytów (i Sex Criminals wspomnianego już Fractiona), pokazującym świat przedstawiony z perspektywy głównego bohatera.
I niech oni już dadzą wszystkie możliwe Eisnery Matthew Wilsonowi, bo mu się należą. SERIO. #8 i #14 przede wszystkim to jego opus magnum, amen. Zresztą porównanie kolorów w komiksie do soundtracku w filmie brzmi tym bardziej dosłownie (ciekawie?) w kontekście "remiksu".
A co do protagonisty miesiąca: ugh. Woden przestał być tylko fedora guy'em Panteonu - zyskał dodatkowe wymiary jako postać. I wierzcie mi, to naprawdę nie było przyjemne. Bywało wręcz obrzydliwe, choć oczywiście inaczej, niż na przykład splash z tweetami z #13. Co jest jeszcze ciekawsze w kontekście Ananke - postaci, która już sporo namieszała, i widocznie nie przestaje.
Jak zaś obiecywał Kieron Gillen, istotnie dostaliśmy mnóstwo wyjaśnień. Ale żeby było wesoło przez jeszcze co najmniej miesiąc, równie sporo (a może nawet więcej) niedomówień i tajemnic. #TypowyWicDiv/kierongillen_liked_this.jpg
No i oczywiście kontynuowana jest zapoczątkowana na porządnie w #13 krytyka społeczna (i bardzo dobrze). I choć osobiście uważam, że #12 była nieco słabsza, to jak na razie story arc "Commercial Suicide" prezentuje wysoki poziom, który do grudnia może kilkukrotnie przebić jeszcze "Faust Act" i "Fandemonium" razem wzięte.
Aha, zapomniałam napisać, że i liternictwo spisuje się świetnie. Ujęła mnie przede wszystkim chyba scena z wykorzystaniem Impacta (lub podobnego fontu).

No i to by było chyba na tyle w ramach mojego zeszytu tygodnia (może napiszę coś jeszcze o nowym Phonogramie, lub innej premierze). Ogólnie rzecz biorąc, czytajcie. A jak zechcecie porozmawiać, to gorąco zapraszam niżej do sekcji komentarzy, polskiej grupy, lub na tag na tumblrze. Wszędzie Wam odpiszę.
Śledź
*ale jeżeli wy to już gdzieś widzieliście, piszcie, proszę.