Przejdź do głównej zawartości

The Wicked + The Divine 14

Zaczął się wrzesień, miesiąc będący dla mnie czasem zmian i nowego początku nawet bardziej niż styczeń. A to oznacza powrót do roboty, w tym rzecz jasna bardziej regularnego pisania. Chciałabym ożywić blog cotygodniowymi tekstami (głównie o książkach i filmach) w weekend i tekstami o nowych komiksach w środę tak szybko jak się zbiorę (czwartek/piątek). Być może na tych planach straci długość notek, ale mi tam to nie przeszkadza. Tyle słowem wstępu, pora na meritum.
WicDiv to dzieło genialne i będę bronić tego stwierdzenia. Jeżeli nie wiecie, o co chodzi i po raz pierwszy słyszycie ten długaśny tytuł lub skrót, to śpieszę z pomocą: moja króciutka recenzja ukazała się właśnie w nowym numerze W Ogóle. Jeśli zaś wolicie zapoznać się z przemyśleniami dotyczącymi #14 (i najnowszego story arcu), zapraszam niżej. Bezspoilerowo, nie licząc wspomnienia o tym, jaką formę przybiera komiks.

Już #8 zeszyt pokazał, że Kieron Gillen świetnie czuje i wykorzystuje medium komiksu, a #14 to tylko ugruntowała. Chapeau bas. Serio, mimo że na rynku jest sporo dobrych/świetnych/pięknych/mądrych/ciekawych komiksów, to rzadko kiedy zdarza się coś, co robiłoby genialne rzeczy z komiksem jako medium (ostatnio był to RE-WE-LA-CYJ-NY Hawkeye by Fraction/Aja/Wu, z jeszcze lepszym finałem). W #14 dochodzi to tego intrygujący koncept (I swear, nigdy się z tym nie spotkałam*), mianowicie [lekkie SPOILERY dotyczące natury odcinka] mamy do czynienia z komiksem, w którym warstwa graficzna jest w całości remiksem poprzednich zeszytów (i Sex Criminals wspomnianego już Fractiona), pokazującym świat przedstawiony z perspektywy głównego bohatera.
I niech oni już dadzą wszystkie możliwe Eisnery Matthew Wilsonowi, bo mu się należą. SERIO. #8 i #14 przede wszystkim to jego opus magnum, amen. Zresztą porównanie kolorów w komiksie do soundtracku w filmie brzmi tym bardziej dosłownie (ciekawie?) w kontekście "remiksu".
A co do protagonisty miesiąca: ugh. Woden przestał być tylko fedora guy'em Panteonu - zyskał dodatkowe wymiary jako postać. I wierzcie mi, to naprawdę nie było przyjemne. Bywało wręcz obrzydliwe, choć oczywiście inaczej, niż na przykład splash z tweetami z #13. Co jest jeszcze ciekawsze w kontekście Ananke - postaci, która już sporo namieszała, i widocznie nie przestaje.
Jak zaś obiecywał Kieron Gillen, istotnie dostaliśmy mnóstwo wyjaśnień. Ale żeby było wesoło przez jeszcze co najmniej miesiąc, równie sporo (a może nawet więcej) niedomówień i tajemnic. #TypowyWicDiv/kierongillen_liked_this.jpg
No i oczywiście kontynuowana jest zapoczątkowana na porządnie w #13 krytyka społeczna (i bardzo dobrze). I choć osobiście uważam, że #12 była nieco słabsza, to jak na razie story arc "Commercial Suicide" prezentuje wysoki poziom, który do grudnia może kilkukrotnie przebić jeszcze "Faust Act" i "Fandemonium" razem wzięte.
Aha, zapomniałam napisać, że i liternictwo spisuje się świetnie. Ujęła mnie przede wszystkim chyba scena z wykorzystaniem Impacta (lub podobnego fontu).

No i to by było chyba na tyle w ramach mojego zeszytu tygodnia (może napiszę coś jeszcze o nowym Phonogramie, lub innej premierze). Ogólnie rzecz biorąc, czytajcie. A jak zechcecie porozmawiać, to gorąco zapraszam niżej do sekcji komentarzy, polskiej grupy, lub na tag na tumblrze. Wszędzie Wam odpiszę.
Śledź
*ale jeżeli wy to już gdzieś widzieliście, piszcie, proszę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Deadpool - recenzja

Śmieszna sprawa z tym Deadpoolem - doskonale pamiętam te czasy, kiedy fani Najemnika z Niewyparzoną Gębą widzieli godną ekranizację tylko w najbardziej odrealnionych marzeniach, wspominam też moment na krótko przed SDCC Anno Domini 2014, kiedy to w internecie pojawiały się pogłoski o trailerze, oraz ten moment, kiedy to test footage będący spełnieniem wszystkich marzeń wypłynął - i dał zielone światło dla całej produkcji, którą możemy obecnie oglądać. Jak więc wyszło? Powiem tak: dokładnie wiedziałam, na co się piszę, więc i nie wyszłam z kina rozczarowana. Po prawdzie to nawet nie oczekiwałam jakiejkolwiek fabuły - wystarczyłby mi półtoragodzinny monolog Deadpoola mówiony wprost do kamery. Jednak film wrzuca naszego bohatera w historię: ta rozgrywająca się w retrospekcjach to kolejna wariacja na temat origin story, ta dziejąca się współcześnie zaś jest podejściem do schematu (rape and) revenge. W związku z tym Deadpool pozbawiony jest szokujących zwrotów fabuły - ta niedogodność j...

Słówko o zeszytach komiksowych

Na jednej z polskich facebookowych grup pojawiło się powracające (podobno) pytanie o zeszytówki w naszym kraju. Dyskusja wyszła całkiem ciekawa, a teraz chciałabym tutaj wrzucić przemyślenia nieco bardziej kompleksowe i koherentne niż te kilka komentarzy z fejsa (choć nie wnoszące nic szczególnie nowego). Bo i sama sytuacja jest całkiem ciekawa i złożona. Wpis będzie ilustrowany zdjęciami mojej kolekcji. Tutaj główny bohater tekstu: zeszyt komiksowy, sztuk 1 Mówi się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A mój punkt siedzenia jest nieco inny niż większości wypowiadających się w wątku komiksiarzy. Większość z nich bowiem odnosi się wtedy do wspomnień związanych z kupowaniem w dzieciństwie TM-Semików w pobliskim kiosku. Kiedy ja zaś mówię o zeszytówkach, myślę o komiksowych blogerach z Tumblra, którzy co środę mogą pójść do LCS (Local Comics Store), pogadać ze sprzedawcami i jeszcze wrzucić w Internety selfie z nowymi zdobyczami. Albo o tym, jak to działa na przykład we Fr...

Palcem po mapie, czyli podróże śladami filmów

Wakacje powoli zbliżają się ku końcowi. Ponieważ lato jest, jak wiadomo, najlepszą porą roku na organizowanie podróży, chciałabym w tym wpisie zaprosić Was na filmową wyprawę po fantastycznych krainach. W dobie tanich lotów, autostrad i innych udogodnień zobaczenie na przykład Westeros nie jest wcale takie trudne. Jet setting – podróżowanie śladami filmowych lokacji i scenografii rozwija się dynamicznie. Dzięki takim stronom jak movie-locations.com można zarówno zaplanować wycieczkę poświęconą szukaniu takich miejsc, jak i odwiedzić je niejako „przy okazji”. Tak postąpiłam w tym roku – niezwykle malownicza Toskania często występowała na srebrnym ekranie. Wielką przyjemność sprawiło mi ponowne odwiedzenie Sieny, gdzie dwa razy do roku na Campo odbywa się słynna końska gonitwa Palio, która jest tłem akcji w „Quantum of Solace”. Okazało się też, że miejsca takie jak Montepulciano czy Volterra nadal promują jet setting śladami… „Sagi Zmierzch” (brr), nadal widocznej w sklepikach z pamiątk...